Scenariusz: moje miasto – Koszalin

 

SCENARIUSZ

Temat: Moje miasto – Koszalin

Opracowany przez mgr Kamillę Ber, nauczycielkę w Przedszkolu Nr 10 im. Misia Uszatka w Koszalinie

dla dzieci 5 i 6 letnich

Cel główny:

  • wspomaganie wszechstronnego i harmonijnego rozwoju dzieci,
  • zdobywanie i wzbogacanie wiadomości o dziejach Koszalina,
  • rozwijanie zainteresowań historycznych,
  • kształtowanie cech społecznych, umiejętności zachowania się w miejscach publicznych

Cel operacyjny – dziecko:

  • rozpoznaje i nazywa najważniejsze budowle Koszalina,
  • interesuje się historią swojego miasta,
  • rozpoznaje herb Koszalina,
  • zna legendy swojego regionu,
  • rozpoznaje niektóre postacie legendarne i historyczne związane z Koszalinem,

Metoda: Metoda Projektu

Środki dydaktyczne:

Teksty legend o Koszalinie, plan miasta Koszalina, zdjęcia zabytków Koszalina, zdjęcie prezydenta miasta, herb Koszalina, kartki pocztowe, mapa Polski, płyta CD z muzyką dziecięcą, kostka do gry, kartki, tablica, kleje, kartony, pudełka, kredki, bibuła, klocki lego, aparat fotograficzny

Wstęp

„Nic nie jest tak szlachetne, mocne, przydatne w życiu jak więź z rodzinną ziemią. Kto tę więź posiadł, zaopatrzył się na całe życie”.
Fiodor Dostojewski

Wiek przedszkolny jest okresem, w którym dziecko z zainteresowaniem chłonie obrazy świata, zadaje wiele pytań. Dlatego od najmłodszych lat powinniśmy przybliżać dziecku region, w którym żyje. Należy szukać takich wartościowych rozwiązań, aby dzieci systematycznie mogły więcej dowiadywać się o swoim miejscu urodzenia, zamieszkania, lepiej go poznawać i doświadczać w różnych sferach. Nadrzędnym celem jest wpojenie dzieciom szacunku dla kultury regionu, zainteresowanie miastem rodzinnym i jego dziedzictwem. Dzieci będą pracowały indywidualnie, grupowo lub zespołowo. Realizacja projektu będzie odbywała się według harmonogramu. Założono realizację od stycznia do maja. Zajęcia będą odbywały się w przedszkolu, ogrodzie przedszkolnym, a także na terenie miasta Koszalin, ponieważ zaplanowano kilka wycieczek w celu poznania naszego miasta.

HARMONOGRAM :

Lp. Zadania Cel główny zdania Temat zajęć Termin

 

Osoba odpowiedzialna
1. Wycieczka na plac przed Ratuszem – poznawanie budowli ratusza, miejsca, w którym urzęduje Prezydent miasta Koszalin moje miasto (załącz. 1) I  

Koordynator

2. Wykonanie herbu Koszalina i albumu o Koszalinie – poznanie herbu Koszalina

– wykonanie albumu o Koszalinie

Herb naszego miasta (załącz. 2) I  

Koordynator

3. Wykonanie makiety „Moje osiedle”
  • – wykonanie makiety osiedla z wykorzystaniem surowców wtórnych
Moje osiedle (załącz.3) II  

Koordynator

4. Wycieczka do koszalińskiego parku Książąt Pomorskich – spacer; obserwowanie przyrody, odnajdywanie zabytków przyrody W parku (załącz. 4) III  

Koordynator

5. Wycieczka do koszalińskiej Katedry NPNM – poznanie budowli głównego kościoła w Koszalinie Kościoły Koszalina (załącz. 5) III  

Koordynator

6. Poznajemy wybrane legendy o Koszalinie – zapoznanie z legendą: Legendy koszalińskie (załącz.6) IV  

Koordynator

7.  

Praca z planem miasta

 

– zaplanowanie trasy wycieczki po Koszalinie Zabawy z planem miasta

 

IV  

Koordynator

8. Quiz o Koszalinie – sprawdzenie wiadomości Znam Koszalin V  

Koordynator

 

 

 

EWALUACJA – PODSUMOWANIE:

  • zbiór prac plastycznych w indywidualnych teczkach tematycznych
    o Koszalinie
  • prezentowanie prac w kąciku dla rodziców w sali i holu przedszkola
  • zdjęcia z przeprowadzonych zajęć umieszczone na stronie internetowej przedszkola WWW.przedszkole10uszatka@pl.
  • quiz sprawdzający wiadomości dzieci „Znam Koszalin” – pojedynek grupy 5 -latków z grupą 6 -latków.

 

Dzięki podjętym działaniom dzieci poznają swoje miasto. Będą znały legendy związane z Koszalinem, ale także będą mogły innym opowiadać w jakim pięknym mieście żyją, gdzie warto pójść na spacer, itp. Wymieniać będą główne zabytki, budowle naszego miasta. Zaproponowany projekt pomoże dzieciom realizować swoje talenty, rozwijać mowę, małą i dużą motorykę, doskonalić sprawność ruchową i współdziałanie w grupie, w zespole.

Metoda Projektu w inny, ciekawy sposób pozwoli pokazać dzieciom ich mała ojczyzną. Zajęcia zaplanowane są na miesiące, które pozwolą uchwycić piękno Koszalina, gdy przyroda się będzie budziła i w końcu pięknie zakwitnie. Miasto się zazieleni.

 

 

Załącznik 1.

 

RATUSZ

PLAC

HERB

PREZYDENT

 

Załącznik 2

Tekst legendy:

„Legendy o Koszalinie”

Dawno, dawno temu była sobie mała rybacka osada. Rybacy wypływali daleko w morze, aby łowić ryby, które stanowiły pożywienie dla ich rodzin, a także sprzedawali je rodzinom z innych osad. W ten sposób za zarobione pieniążki mieszkańcy osady budowali nowoczesne domy i osada stawała się większa i bogatsza. W osadzie nie tylko żyli rybacy ale również kupcy, sprzedawcy, piekarze i inni ludzie różnych zawodów. W pobliżu osady mieszkali również ludzie o bardzo złych sercach, którzy zawsze innym czynili zło. Byli to rabusie ? rozbójnicy, którzy napadali na kupców przybywających do osady z ciężkimi koszami towarów.

Ale pewnego razu w osadzie zagościła bieda i szarość. Domy nie były takie kolorowe, jak dawniej , a ludzie byli smutni, zmartwieni i znowu biedni ponieważ do osady nie przyjeżdżali już kupcy gdyż bali się rozbójników, a rybacy nie wypływali w morze , gdyż nie mieli komu sprzedać ryb.

W osadzie mieszkał chłopiec o imieniu Maciej . Chłopiec był rycerskim żołnierzem i nikogo się nie bał był odważny i mądry. Dlatego wszyscy mieszkańcy osady postanowili zwrócić się o pomoc do chłopca.

Maciej długo zastanawiał się nad rozwiązaniem problemu, gdyż bardzo chciał pomóc. Nie spał dniem i nocą aż pewnego razu wpadł na pomysł ,aby zamiast pieniędzy i różnorodnych towarów kupcy do koszy włożyli ryby zwane linami i pod opieką dzielnych rycerzy wyruszyli w drogę przez las do innej osady , aby je sprzedać. Rabusie już ukryci w lesie czekali już na kupców. Gdy zobaczyli karawany wozów pełnych koszy towarów i dzielnych rycerzy bardzo się przestraszyli i nie mieli odwagi postąpić źle. Rozbójnicy byli bardzo głodni więc poprosili kupców, aby pozwolili im zjeść trochę ryb, a w zamian za to pomogą rybakom łowić ryby w morzu. Od tej pory rozbójnicy stali się dobrymi ludźmi i nikomu nie wyrządzali krzywdy. Osada znowu się rozwijała i stawała się coraz większym miastem. Na cześć wydarzenia miasto nazwano Koszalin, a herbem miasta został dzielny rycerz Maciej na białym koniu, który wraz z innymi rycerzami bronił miasta.

Herb Koszalina i Warszawy

 

Załącznik 3. Plan miasta Koszlina

Załącznik 4. Zdjęcia parku

 

Załącznik 5. Zdjęcia Katedry NMP, cerkwi prawosławnej i kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża św. w Koszalinie

 

Załącznik 6.

Legenda Gracjana Bojara-Fijałkowskiego:

O dobrych karzełkach znad brzegów Jamna

Był to rok klęski i nieurodzaju. Padające przez całe lato deszcze niszczyły plony. Gniło zboże na polach i trawy na łąkach, a skoszone siano pływało w rozlewiskach wody. Pod strzechy mieszkańców Jamna, Łabusza i innych wiosek, rozrzuconych wzdłuż morskiego wybrzeża, zajrzała bieda. Każdego ranka skoro świt wychodzili ludzie z domów i spoglądali bezradnie w górę. Wiatr gnał od morza strugi siekącego deszczu – niebo było czarne, nabrzmiałe grubą warstwą chmur.

– Niedługo wszystko nam zmarnieje! – mówili między sobą. – Gdy przyjdzie zima, nie będzie chleba dla ludzi ni karmy dla zwierząt.

– Już teraz ryczą z głodu. Nie wypędzisz ich z obór w taką wodę…

– Co tu robić? – pytali jedni drugich.

– Nic! Trzeba czekać, może się kiedyś wypogodzi! – odpowiadano bez wiary w słowa.

– Ale wtedy nie będzie co zbierać!

– Przyjdzie głód, oj, przyjdzie!

Słuchały ludzkich narzekań karzełki, które od niepamiętnych czasów mieszkały w głębi starego kurhanu, położonego przy drodze z Jamna do Łabusza. Mieszkańcy tych stron wiedzieli o ich istnieniu i nazywali małych człowieczków Julkami. Nikt ich jednak na własne oczy nie oglądał – a to dlatego, że nie chciano zakłócać im spokoju, ponieważ były bardzo płochliwe. Obcy człowiek, który znalazłby się przypadkiem w pobliżu owego kurhanu, nigdy by nie dostrzegł starannie ukrytych wejść, znajdujących się na wzgórku tuż pod sosnami. Wejścia te – małe okrągłe otwory – prowadziły do podziemnej siedziby karzełków.

Natomiast obcy człowiek z łatwością mógłby zauważyć niewielki staw, otoczony wokoło kamieniami i położony tuż obok drogi. Nikt by mu jednak nie powiedział, że stąd karzełki czerpią wodę dla potrzeb swego podziemnego gospodarstwa. Kiedyś przejeżdżali tędy rycerze z koszalińskiego grodu i chcieli napoić konie, ponieważ było bardzo gorąco. Ostrzeżono ich natychmiast, aby tego nie czynili, gdyż woda ze stawu nie nadaje się do picia ani dla ludzi, ani dla zwierząt. Omijali więc rycerze niegościnne miejsce. Mieszkańcy Jamna i Łabusza utrzymywali w tajemnicy istnienie Julków. Nie pozwalali nawet dzieciom bawić się w pobliżu kurhanu. Dobre karzełki otaczały bowiem opieką okolicznych gospodarzy. W czasie głodu i klęsk zawsze przychodziły im z pomocą dzieląc się zapasami żywności zgromadzonej w podziemnych spichlerzach. Dlatego po każdorazowych żniwach nie grabiono z pól wszystkich kłosów, aby niewidzialni dobroczyńcy mogli uzupełnić swoje zasoby.

Skończył się wreszcie okres szarugi. Odpłynęły chmury, ciepłe promienie słońca osuszyły zalane wodą pola. Jednakże pogoda przyszła zbyt późno -zczemiałe i porośnięte zboże nie nadawało się już do niczego, nawet na ściółkę dla bydła. Zbiory innych płodów zapowiadały się również nie najlepiej. Wszystkim było wiadomo, że nadchodząca zima przyniesie ze sobą głód. Zebrały się więc karzełki na naradę. Wyszły ze swego oddalonego ukrycia, siadły na kamieniach otaczających staw i zaczęły rozważać, jak pomóc dobrym ludziom.

– Słuchajcie! – rozstrzygnął sprawę najstarszy z rodu Julków. – Obliczyłem dokładnie nasze zapasy. Mamy dość żywności na całą najbliższą zimę i następne lata. Pomóżmy biedakom, którzy przez całe życie ciężko pracują na kawałek chleba, nikomu krzywdy nie czynią i zawsze o nas pamiętają!

– Zgoda, wszyscy się zgadzamy! – odezwały się liczne głosy. – Zawsze byliśmy ich przyjaciółmi i nie powinniśmy zostawiać ich w potrzebie.

Gdzieś z oddali dobiegł turkot wozu, jadącego drogą z Jamna do Łabusza. Julki zerwały się z kamieni i natychmiast zniknęły w głębi kurhanu. Nadeszła zima. Opadły liście, zasnęły drzewa w lesie. Mróz ściął lodem powierzchnię jeziora jamneńskiego. Ustały prace w polu, przerwano połowy ryb. Ludzie zaczęli przymierać głodem. Najbardziej jednak dokuczała bieda pewnej staruszce, mieszkającej na samym skraju wioski Jamno. Nie miała krewnych, żyła sama jedna na świecie. Wiek i choroby odebrały jej siły do pracy, toteż często musiała korzystać z pomocy sąsiadów, czasem nawet jałmużny. Dobrzy ludzie pamiętali o niej. Nie tylko obrabiali należący do niej kawałek roli, ale od czasu do czasu ktoś przyniósł kobiecinie opałkę mąki na placki, niekiedy nawet owiniętą w płótno osełkę masła – inny znów urąbał drewna pod kuchnię, żeby nie musiała zbytnio się trudzić. Teraz jednak było szczególnie trudno i sąsiedzi nie mieli czym się dzielić. Toteż staruszka nie dziwiła się niczemu i z pokorą znosiła swój ciężki los. Pewnego ranka tak biedaczka zasłabła, że nawet nie miała siły wstać z łóżka.

– Już mi chyba zemrzeć przyjdzie – pomyślała bez żalu. Mimo to ostatkiem sił podniosła się, ażeby napalić pod kuchnią. Małe okienka były pokryte szronem i przepuszczały niewiele światła do wnętrza izby.

– Jakże mi ciemno w oczach – szepnęła. Zachwiała się na nogach i byłaby upadła, gdyby się nie oparła o krawędź stołu. Nagle…

– Skądże się to wzięło? – zawołała drżącym głosem.

Na stole leżał bochenek świeżego chleba. Dotknęła go skostniałą dłonią – był jeszcze gorący, jakby wprost z pieca wyjęty. Tuż obok stała miska z przegotowanym mlekiem. Rozejrzała się wokoło, myśląc, że ktoś z sąsiadów wyświadczył jej tę przysługę. Chciała podziękować za okazaną pomoc. Ale w izbie nie było żywej duszy. Uchyliła drzwi prowadzące do sieni. Na podłodze widać było smugi nawianego w nocy śniegu, którego nie naruszyła ludzka stopa. Wówczas staruszka domyśliła się, komu zawdzięcza tę niespodziewaną pomoc.

Wielu jeszcze biedakom pomogły dobre karzełki. Za to następnego roku była piękna pogoda, dopisały zbiory i Julki mogły odnowić zapasy, którymi w ciężkich czasach dzieliły się z mieszkańcami Jamna i Łabusza.